piątek, 8 kwietnia 2016

Zwierzęta w Hotelu - kangur, niedźwiedź, bocian, surykatka i kameleon - i co jeszcze.

Są miejsca, które zachęcają atrakcyjną ceną,
Są miejsca, które przyciągają przepysznym jedzeniem,
Są takie, które mają wielką bawialnię
Są takie, które maja SPA i basen i wszystko czego tylko spracowana matka potrzebuje.



Ten hotel tego "nie miał"

Cena była adekwatna do standardu, jedzenie było bardzo dobre domowe, bawialnia mała, ale dzieciaki miały pomysł na zagospodarowanie korytarza, a SPA brak.



Te miejsce przyciągnęło mnie klimatem - czymś, czego kupić się nie da.
Świeżo zaparzona kawa w beczułkowatym kubeczku, wypita o poranku na dużym słonecznym tarasie, w wygodnym leżaku z widokiem na góry z pięknym śpiewem ptaków w tle. No i te widoki ...






W tym miejscu były też zwierzęta- kangur, niedźwiedź, bocian, surykatka , kameleon i wiele innych a po szczegóły odsyłam do 2 części książki Zwierzaki Pocieszaki - pieniążki z jej zakupu przeznaczone są w 100 % na cel charytatywny.


Jechaliśmy 14 godzin nocą, warto było, gdyż tuż na wjeździe do Kościeliska przywitało nas piękne słońce. Zatrzymaliśmy się w trzy gwiazdkowym Hotelu Reymontówka - Pensjonat w Kościelisku koło Zakopanego na szlaku z Gubałówki do Czerwonych Wierchów.

Po wyjściu z auta naszym oczom ukazał się piękny budynek z kilkoma piętrami z wyczuwalną klasą. Zakopiański styl połączony z najnowszymi trendami.




Przez szklane drzwi zauważyć można było dużo drewnianych elementów, było to delikatne i naturalne. Zostaliśmy miło przywitani i szybko udaliśmy się do 3 osobowego pokoju na 1 piętrze .



Duża przestrzeń na wyposażeniu z lodówką, suszarką oraz czajnikiem zachęcała do wejścia.
Weszłam na taras i oniemiałam - widok wprost na góry, świeże powietrze,  śpiew ptaków .
Ja przez cały pobyt zamiast rano spoglądać w lustro pierwsze co robiłam wyglądałam przez okno.



A jak my się właściwie tam znaleźliśmy?
Słyszałam plotki, że wygrałam w totka, szkoda, że mi o tym nie wiadomo.
Wygrałam to prawda, ale weekendowy pobyt rodzinny w 8 tygodniowych wyzwaniach związanych z drugą częścią książki Zwierzaki Pocieszaki.

Kilka z nich pokazywałam na blogu tu, tu i tu .
Byłam jedną z 10 szczęśliwych Mam, która mogła zabrać swoją rodzinę na wyjazd.
Organizatorką tego zamieszania była Monika Ludkiewicz.

Pierwszy wieczorek zapoznawczy minął wesoło.

Dzieci ochoczo rozbijały Zwierzakową piniatę, którą zrobiłam i przewiozłam przez całą Polskę - jej losy możecie śledzić tutaj - klik

 Lepiliśmy z kukurydziaków wylosowane wcześniej zwierzaki z książki. Ileż to było śmiechu gdy nasze ludziki opadały, kruszyły się a co niektóre były przeżute jak z paszczy lwa.
Kacper był oryginalny wypił całą wodę z miseczki i to po 2 dokładkach.



Nie zabrakło też zabudowywania korytarza i rozszerzania bawialni, ale miła obsługa tylko z uśmiechem zerkała na ten rozgardiasz.


Spędzaliśmy czas wolny na świeżym powietrzu 

Sobota to był dzień gry terenowej, którą wymyślił i zorganizował Łukasz Sobek.

Wylosowaliśmy numer pierwszy, a w przeciąganiu liny trasę zaczynającą od sklepu.
Ileż to było śmiechu gdy pytałam o cenę gruli - zadałam jeszcze kilka pomocniczych pytań  o wygląd, wielkość i smak, myślałam, że to przyprawa, a okazały się to klasyczne ziemniaki.


Kolejne etapy trasy szły prosto, aż tu nagle wielka góra i jeszcze jedna i kolejna, wdrapaliśmy się i dotarliśmy do Kapliczki, znalazłam walizkę i kod . Ale najpiękniejsze były widoki, cała panorama gór, wioski i lasów ukazała się moim oczom. Oniemiałam po raz kolejny .
Mogłabym tam zostać, na górze, na kocu na pikniku. 






Przemierzyliśmy trasę odczytując znaki z drzew i strumyków, kończąc zdjęciem przy remizie. Wszystko było idealnie zorganizowane, prowadząc nas do punktów wartych ujrzenia i zwiedzenia.. wielkie brawa. Niestety jeden punkt był tak sprytnie schowany, że go ominęliśmy.  




Wieczorem organizatorzy rozdali nagrody, udaliśmy się do pokoi usypiać dzieci i wróciliśmy na wesołą integrację.




Po mimo dużej ilości czasu wolnego, który wykorzystaliśmy na zwiedzanie, minął on bardzo szybko, a to znaczy tylko, że nie było nudy.
Kropką nad "i" było wspaniałe towarzystwo i nowe słówka o wielorakim zastosowaniu. 



Wielkie podziękowania należą się Panu Karolowi za udostępnienie Pensjonatu Reymontówka , organizatorom oraz sponsorom.
Bierzcie udział w konkursach, bo naprawdę warto !














To była wspaniała wycieczka, a jakie sposoby miałam aby nasze dziecko przetrwało tak długą podróż opowiem już niebawem.


14 komentarzy:

  1. Piękne widoki! Dokładnie jak mówisz warto brać udział w konkursach ale i trzeba mieć szczęście :-) pobyt widać ze był bardzo udany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam szczęście czasem trzeba się po prostu wysilić. :)

      Usuń
  2. Jakie widoki cudowne. Super ze wam się udało :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zabawa w takie podchody. A te widoki zapierają dech!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widoki fantastyczne. Krąży pogłoska, że Reymontówka jest naprawdę BOSKA :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak tam pieknie kurcze :) Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale tam jest bajkowo! Cudownie :) zasluzylas na wygrana, wlozylas duzo serduszka jak zawsze w wykonanie prac ! Brawo:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ładne miejsce !

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszcze , tez zawsze chcialam sie wybrac w tamte rejony ale mam nadzieje ze jeszcze bedzie mi dane :-)
    Fajnie ze spedzilas te pare dni i sie oderwalas od codziennosci :-)
    A podchody to fajna gra warto sie bawic ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne miejsce. Też kiedyś byłam raz w tamtych okolicach i wspominam do dziś. Chętnie wybrałabym się jeszcze raz. Zazdroszczę i gratuluję takiej wygranej. Zasłużyłaś na to!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy w tym pensjonacie jest kominek?

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każde słowo - Rozgość się na naszym blogu - Agnieszka i Kinga